WordPress 5 – nowa era

Paweł Wimmer

WordPress to dzisiaj niekwestionowany standard w publikowaniu treści w Internecie, który „napędza” co trzecią stronę w sieci World Wide Web. Jego poznanie to dla dziennikarza wręcz sprawność cywilizacyjna, bo publikuje się nie tylko w tradycyjnych mediach, ale i prowadzi nieraz drugi strumień w Internecie.

19 listopada 2018 roku wchodzi wreszcie długo zapowiadana i nieco opóźniona w stosunku do tych zapowiedzi wersja 5.0, w której rewolucją jest zmiana domyślnego edytora, którym ma być pracujący w technice bloków Gutenberg.

Po kilku miesiącach ćwiczeń z page builderami w WordPressie (Oxygen, Elementor, Gutenberg) całkowicie się przekonałem do tej techniki. Elementor, i to w wersji profesjonalnej, odpowiada zresztą za witrynę Towarzystwa Dziennikarskiego.

Przewaga edycji w sekcjach nad edycją w tradycyjnym edytorze WordPressa polega w pierwszej mierze na wygodzie składania dokumentu z klocków w porównaniu z pisaniem jednym ciągiem. Elastyczność tej “klockowej” techniki jest tak cenna, że trudno sobie wyobrazić, jak można było kiedyś bez tego pracować. To trochę jak składanie publikacji w programie DTP (mam sentyment do tej klasy oprogramowania, nawet pierwszą swoją książkę napisałem o Microsoft Publisherze,ćwierć wieku temu).

Druga przewaga to możność użycia gotowych elementów przygotowanych i nieustannie rozwijanych przez twórców takich narzędzi (pokazuję to w cyklu o Elementorze), a co więcej – samodzielnego zbudowania przykrojonej do własnych potrzeb biblioteczki szablonów całych stron i specjalnych sekcji. Przyspiesza to pracę i zapewnia graficzną jednolitość różnych dokumentów w tym samym blogu czy tej samej witrynie – biogram osoby, metryczka jakiegoś produktu czy ładnie zaprojektowany nagłówek mogą być wielokrotnie wykorzystane w całym projekcie. Nietrudno się domyślić, że page buildery pełnymi garściami czerpią z możliwości HTML 5, a już szczególnie kaskadowych arkuszy stylów, czyli CSS 3, idąc krok w krok za rozwojem możliwości interpretacyjnych przeglądarek internetowych.

W pewnym momencie rozwinęła się dość emocjonalna – trwająca zresztą do dzisiaj – dyskusja nad celowością przejścia z tradycyjnego edytora w WordPressie na ową klockową technikę, którą realizuje Gutenberg. Co zabawne, oceny Gutenberga są skrajne – najwięcej jest bardzo dobrych i bardzo złych, a najmniej tych umiarkowanych (dość oryginalnie wygląda ich rozkład statystyczny), co odzwierciedla właśnie emocjonalne podejście użytkowników. Wprawdzie uważam Gutenberga za narzędzie jeszcze niedoskonałe, ale sam kierunek najpoważniejszej być może zmiany w historii WordPressa uważam za słuszny. Niektórzy się irytują tym kreatorowym podejściem do webmasterstwa, ale od tego nie ma ucieczki – szybkość i łatwość tworzenia są wprost porywające, a wygoda urzeka i wręcz rozleniwia (choć naturalnie rozleniwienie to nie jest pożądana cecha webmastera…)

A pamiętam, że programujący w asemblerze traktowali pobłażliwie wysokopoziomowe języki programowania, a jeszcze wcześniej miłośnicy Volapüku psioczyli na esperantystów. Jednak ludzie głosują nogami i dość gremialne przejście szerokiej publiczności na narzędzia wizualne nie może być ignorowane.

P.S. Aby nie było zbyt prosto, łatwo i przyjemnie, polecam tekst o długu technologicznym.

https://dziudek.pl/motywy/dlug-technologiczny-w-praktyce-motywy

Edycja strony głównej witryny Towarzystwa Dziennikarskiego w Elementorze