Duszenie wolności słowa priorytetem PiS

Ustawa „lex TVN” niespodziewanie, ekspresowo i bezprawnie przegłosowana przez Sejm oznacza, że priorytetem władzy PiS jest obecnie kneblowanie wolnych mediów.

Skutkiem „lex TVN” będzie eliminacja jedynego niezależnego od władzy dużego nadawcy telewizyjnego przez zmuszenie go do sprzedaży części lub całości firmy. Grozi to podporządkowaniem TVN władzy, która ma już TVP i wywiera znaczący wpływ na Polsat. To kolejne duszenie wolności słowa po zadławieniu prasy regionalnej przez Orlen.

PiS chce ciszy nad trumnami blisko 100 tysięcy ofiar COVID, nad drożyzną i kolejnymi aferami, i dla niej ryzykuje bezpieczeństwo obywateli. Jeśli bowiem prezydent nie odrzuci „lex TVN”, to najważniejszy sojusznik Polski w NATO zapewne zareaguje na cios w największą inwestycję amerykańską w Polsce. Może być to przesunięcie wojsk amerykańskich na wschodniej flance NATO, osłabiające Polskę wobec Białorusi i Rosji.

Apelujemy do międzynarodowych organizacji broniących wolności słowa o sprzeciw wobec „lex TVN”.

Towarzystwo Dziennikarskie

Warszawa, 17 grudnia 2021

One thought on “Duszenie wolności słowa priorytetem PiS

  • 23 grudnia 2021 o 22:39
    Permalink

    W tym temacie, i jemu przyległych, mam 'parę’ subiektywno-niesubiektywnych uwag. Obym się mylił lub przynajmniej mocno przesadzał…

    TVP była i jest narzędziem rządów (politico-media complex). Funkcja jej polega na tym, aby wspierać grupę rządzącą przez urabianie opinii publicznej. To takie małoduże Ministerstwo Propagandy. Za PRL-u w łapskach komunistów, niedawno w macuszkach tuskistów, teraz w rączkach kaczkistów+. A jedni, drudzy i trzeci zawsze łasi władzy i jej dzierżenia jak najdłużej (pierwotny motyw sięgnięcia po władzę).

    Ale jeszcze parę lat temu (już za plusaków+) ta funkcja telewizji publicznej nie była aż tak widoczna, natrętna i nieznośna jak teraz. Jeszcze niedawno można było z grubsza uznawać dziennikarstwo informacyjne stacji rządowej jako tzw. advocacy journalism. Teraz jednak trudno nie zauważyć, że to też coraz częściej propaganda (grey propaganda, white propaganda). Kto by się spodziewał, że powołujący się na cnoty i wartości, będą robić taką telewizję! Niestety, ale publiczną tv zawsze oplata jakaś kamaryla, czyli grupa dworzan faworyzowanych przez panującego, wywierająca poważny wpływ na bieg spraw publicznych.

    „Propaganda ma zawsze charakter polityczny, ponieważ ma na celu oddziaływanie na masy (por. L’Etang 2008, s. 256). Propaganda jest więc próbą nakłonienia jak największej liczby ludzi do działania zgodnie z celami propagandy. Brak wynikających z tego zasad etycznych jest jednocześnie jedną z głównych cech wyróżniających propagandę. Propaganda ma na celu zmianę poglądów bez względu na zasady i doktryny moralne. Z powyższych względów propaganda wiąże się z manipulacją, ukrywaniem i nieuczciwością”. [za:] „Fake News, Hashtags & Social Bots. Neue Methoden populistischer Propaganda”, red. Klaus Sachs-Hombach, Bernd Zywietz.

    TVP zdaje się spełniać powyższe warunki, ponieważ zarządca/Partia powołuje się na wartości szczytne, wzniosłe, (prawo, sprawiedliwość, prawda, niepodległość, wiara, honor itd.), a pływa w etycznym bajorku, wartości te poświęcając w czort na hurtowe uwodzenie publiczki telewizyjnej metodami lisimi (lisizm), których jakikolwiek krześcijan prawy tykać nie powinien jakkolwiek… Zamiast, jak przystało, być obiektywnym we własnych i w cudzych sprawach – i taką drogą przyzwoitość oraz klasę okazywać, na świeczniku przykład chwalebny wszem szerząc – grzebanie w mózgach narodu jak za tamtych czasów? Demokratura. Archaiczność wyposażona w technologię. Nowe słoje starej maści. Uwypuklanie szarej i czarnej propagandy u innych, podczas gdy samemu się ją warzy coraz ciemniejszą? Aliena vitia in oculis habemus, a tergo nostra sunt. Zło nigdy nie wyrówna zła. Biała propaganda nie wybieli propagandy szarej, a tylko posłuży szarej jako powłoka maskująca.
    Kilka lat może wystarczyć, aby zmienić Duszę Polski. Oby nie stawał się tu nam jakiś kolejny starożytny Rzym+, opisywany przez Salustiusza: „[…] Przeto najpierw wzrosła żądza władzy, potem pieniędzy. […] wskutek złego przykładu jak gdyby zaraza wtargnęła, społeczeństwo się przeobraziło, a władza z najsprawiedliwszej i najlepszej stała się okrutną i nie do zniesienia”.

    Intensywność i konsekwencja stosowania wspomnianego lisizmu w programach informacyjnych publicznej tv poważnie wypaczają percepcję rzeczywistości u wielu odbiorców oraz paraliżują utylitaryzm dla narodu tego dużego/wpływowego podmiotu/przedmiotu medialnego. Z tego względu uprawnione wydaje się sformułowanie, że TVP kłamie.
    Być może intencja jest taka, że trzeba okłamywać społeczeństwo dla jego własnego dobra. Być może ten sposób ramowania rzeczywistości, to mają być tzw. kłamstwa pożyteczne, o których dyskutowano w „Państwie” Platona. Szlachetne kłamstwa (noble lie), bajeczki dla dzieci (lie to children). Ale Platon zaznacza, że władze powinny kłamać zręcznie, aby kłamstwo się nie wykryło, bo wtedy grozi bunt i rozłamy. A gdzie zręczność w polskich telewizorniach? Narzędzia zużyte przez różnych takich, siermiężne, tylko oliwione mamonoolejami dotacji partyjnych (politrucyzm). Gdy media obozów politycznych nazbyt widocznie i nachalnie rażą audytoria swym infoszlamem, to odbiorcom może robić się niesmacznie – aż oczy i uszy zaczynają odmawiać posłuchu…

    TVP = TVPartii. Politrucyzm. Infoganda. Chwalipiętyzm, samochwalizm. Plusica. Plusowanie minusów. Nieustanne reklamowanie plusplusów+ wraz z konsekwentnym niezauważaniem minusminusów-. Na równi pochyłej całkowanie niemocy w potworną potęgę. Scalanie bezsilności w monstrualną moc. Gatekeeperstwo w stylu czasów minionych. Targ/bazar/jarmark/giełda/stragan/kiosk/kram/lombard/komis wartości kiedyś nieodsprzedawanych. Promocja na kupczenie (wyborcze parówki i kiełbasiska+, marchwie na kijach+, plusy+, +++ itd.). Mediokracja. Mariaż biznesu i państwa (orlenizm). Pełzająca statolatria. Nowomowa (plusizm+), kwakmowa, slogany, umarłe słowa, wysokie słowa do niewysokich działań. Instrumentalizacja języka. Siermiężna agenda setting. Wirusizm, szczepienizm, wszczepienizm. Ramowanie i priming przewidywalne jak lisy w kurnikach. Hurrapatriotyzm, patos, trywializacja, banalizacja, cyrki medialne, cherry picking, card stacking, centracja. Sztorminfo. Mental terror: terroryzowanie medialne (infostrach, fearmongering, culture of fear, mean world syndrome, strategy of tension, terror of health stats, moral panic). Odwracanie uwagi (red herring). Hałdy minusów pod misterny dywan plusów telezamiatarki upychają. Militaryzacja informacji (środki medialnego rażenia). Promocja serwilizmu. Wyostrzające się rysy jingoizmu. Przejaskrawianie, wyolbrzymianie, umniejszanie, upraszczanie (les terribles simplificateurs). Krzykliwy przemilczalizm (sentencja Leca jest tu na miejscu: „Po słowach ich poznacie – co chcieli przemilczeć”). Narratorzy nierzetelni. Różnia. Kłamstwa przez przeoczenie/zaniechanie, cover-up. Indoktrynacja. Tricki zaufania. Spirale milczenia. Circular reporting, cultural homogenization, McDonaldization (Dusza Polski zagłuszana zawleczonymi zza wielkiej wody gatunkami zarośli/żgai kulturowych), disneyfication+ (usuwane są odniesienia do tego, co negatywne dla Partii, a fakty są eliminowane/rafinowane z zamiarem uprzyjemnienia i ułatwienia uchwycenia uwypuklanego tematu+).

    Programy informacyjne w tv polskiej (w szczególności tzw. 'Wiadomości’), trudno oglądać bez choć odrobinki zniesmaczenia i poczucia bycia poddawanym próbie intelektualnej przemocy. Zdaje się bowiem, że mocno prześcignięto konkurencję w tendencyjności, wybiórczości, stronniczości i każdej innej negatywnej żurnalistycznej ’-ości’, implementując metody dawne (i nowe) – jak cep skomplikowane, jak buldożer subtelne, jak czad zdrowe. A wszystko tendencją przepasane. Na niej z rzadka ciche prawdy siedzą…

    Parafraza słów* Thomasa Jeffersona, o wpływie prasy na obywateli, jest akuratna w odniesieniu do dysfunkcyjnych telewizorni: Człowiek, który nigdy nie ogląda informacji w tv, jest lepiej poinformowany, niż ten, który je ogląda, ponieważ ten, kto ich nie ogląda, jest bliżej prawdy niż ten, który oglądając je, zapełnia swój umysł kłamstwami i błędami.
    *[za:] „Letters and Addresses of Thomas Jefferson”, red. William B. Parker, Jonas Viles, Wessels Company, New York 1907, s. 176.

    Z tego, co się dzieje z telewizją publiczną i z hecą z TVN, można wnioskować, że Partia łaknie coraz intensywniej otaczać obywateli zarówno oficjalnie, jak i niewidzialnie, do cna wykorzystując mechanizmy opisane onegdaj przez Bernaysa w „Propagandzie”:
    „Świadoma i inteligentna manipulacja nawykami i opiniami mas jest ważnym elementem demokratycznego społeczeństwa. Ci, którzy manipulują tym niewidzialnym mechanizmem społeczeństwa, tworzą niewidzialny rząd, który jest prawdziwą siłą rządzącą naszym krajem. Jesteśmy rządzeni, nasze umysły są formowane, nasze gusta kształtowane, nasze idee sugerowane, w dużej mierze przez ludzi, o których nigdy nie słyszeliśmy”.

    Widząc to, co wylewa się z telewizorni, można sądzić, iż komuś zależy, aby gusta odbiorców tv-przekazu stały się wyrafinowane jak kaszanka słodzona cyklaminianem sodu. Ewolucja trwa, doganianie małp. Diskopolo, jarmarczne teleturnieje, tasiemcowe seriale z mydła, reklamy oswajające z kłamstwem, śpiew plastiku z playbacku, sport, obniżanie kultury (dumbing down, low culture, mushroom management). Traktowanie audytorium jak stada owieczek (sheeple – ludziowce), które bezkrytycznie przyjmują i akceptując słowa Partii jako własne. Subiektywizm. Selektywna percepcja. Wzmocnienie społeczne (communal reinforcement). Spirala krzyczenia siewcą milczenia. Rządomyślność – techniki i strategie, poprzez które społeczeństwo daje sobą kierować. Powtarzalizm: namolne powtarzanie tematów; wałkowanie kwestii ważnych dla Partii, przy konsekwentnym przemilczaniu spraw w jakikolwiek sposób niewygodnych dla Partii. Intensywne lansowanie swych opinii. Notoryczne/wielokrotne ekspozycje przekazu (efekt powtarzania – illusory truth effect). Zagłuszanie wałkowaniem. Przewidywalność narracji. Łańcuchy tautologii, atrofia dystynkcji w informowaniu. Erodowanie percepcji rzeczywistości u audytorium (gaslighting). Infoobskurantyzm. Przejawy astroturfingu. Lęgnia importowanych kukułek. Klujnik nieuświadamianej niewiary we wiarę. Tabloidyzacja moralności. I jeszcze raz: powtarzanie, powtarzanie… Infobombarding. Prolżarło natrętnie serwowane/powtarzane, niczym reklamy w tv. Junk food news. Poziom/kod przekazu miarodajny, bezinteresowny i wyrafinowany jak ten tusk-owców/kod-owców. Ciągle odgrzewany, przypalony bigos z kolejną łyżką słodkawego jadu jakiejś pająkownicy partyjnej, której bardzo zależy i która taką siecią bebechowatości oplata myśli nieostrożnego audytorium. Nic dziwnego więc, że w jednych i w drugich telewizorniach tyle reklam medykamentów na bóle, bezsenność, nerwy, niestrawność, żółć, bieżączkę, zaparcia, gazy, wirusy, wątrobę, żołądek, jelita… TV non erubescit.

    I to publiczne – importowane – samochwalstwo!, obce Duszy Polski. Co to za obyczaje? Samochwalcy nie mają obawy przed wstydem przyłapania na samochwalstwie natrętnym?

    Utylitarna i potrzebna demokracji medialna funkcja watchdog partykularyzmem skontaminowana. Funkcja ta istnieje tu jedynie w ramach polaryzacji politycznej. Telewizornia jednych jest mocno prorządowa – dostrzega tylko same zalety rządu albo/i same wady opozycji – a telewizornia drugich jest mocno antyrządowa – widzi tylko same wady rządu albo/i same zalety opozycji.
    Na przykład: tak zwany 'Magazyn śledczy’ to raczej 'Magazyn ślepczy’ – walcownia, gdzie walcuje i wałkuje się dawne lub bieżące grzechy obecnych i dawnych przeciwników Partii; poddaje się je wzmożonej ekspozycji medialnej, natomiast przewiny Partii lub nawet obojętne Partii, palące społecznie tematy, nie są eksponowane wcale. Zaś w opozycyjnych mediach dysfunkcje Partii są mocno eksponowane, a Antypartii nigdy. Wielce to rzetelne dziennikarstwo! Słowa Orwella, skierowane kiedyś do niehonorowych dziennikarzy, mogłyby tu więc być co nieco na miejscu, i to w odniesieniu do tendencyjnych dziennikarzy obu plemion partyjnych:
    „Zapamiętajcie, że za nieszczerość i tchórzostwo zawsze trzeba zapłacić. Nie wyobrażajcie sobie, że przez całe lata można uprawiać służalczą propagandę na rzecz radzieckiego lub też jakiegokolwiek innego reżimu, a potem powrócić nagle do intelektualnej przyzwoitości. Raz się sk***isz – k***ą zostaniesz”. [za:] „As I Please”, 1 września 1944, [w:] „G. Orwell, 'I ślepy by dostrzegł’. Wybór esejów i felietonów”.

    Publiczna fabryka ruchomych obrazków to jedna z tzw. politycznych rur mamidłowych, którą – tłoczony rządową pompą medialną – hiperrealny szlam informacyjny płynie z zatrutej studni polityki wprost w umysły widzów. Podobne orurowanie i dystrybucję infoszlamu (~firehosing) opisał kiedyś Witkacy: „[…] W sikawki wtłacza to wszystko drań jakiś / By pod ciśnieniem w świat puścić przez rurę”.
    Jednak nie sposób nie zauważyć, że telewizja TVN tłoczy z kolei swój szlam, swoją pompą antyrządową. Być może robi to ostatnio trochę bardziej wyrafinowanie niż TVP, ale i tak wspominać się odechciewa. Nie sposób też nie zauważyć, że np. tv Trwam tłoczy swój infoszlam pompą złożoną według katalogu części pompy rządowej…
    To nie jest tylko polska przywara. To samo dotyczy np. kanału Russia Today, siejącego na świat ruską mgłę, podobnie niesmacznie i topornie jak amerykańskie telewizje (~fox) rozpowszechniają swą kolorowaną szarówkę. Każde plemię swoją rzepkę skrobie, a obiektywność przekazu w grobie.

    Polaryzacja odpolityczna i używanie nadawców tv do walki politycznej/ideologicznej, sprawiają, że każde plemię postrzega stacje tv drugiego plemienia jako stronnicze i wrogie (tzw. efekt wrogich mediów). Jedni i drudzy zacietrzewieni – za nic w świecie w swoich telewizorniach własnych współplemieńców/kumotrów nie raczą strofować, zło tylko cudze widząc. Jedni i drudzy infowojenki eskalując, toporki wojenne w bantustanie odgrzebują i obiektywy tą odgrzebaliną zacinają, zużytymi obcęgami w mechanizmach delikatnych grzebiąc – swoje idee/złudy natarczywie próbując szerzyć, wywołują agresję u przeciwników politycznych i takim sposobem wpływają na zachowania milionów ludzi, na stosunki międzyludzkie (jak przystało na 'środki medialnego rażenia’).

    W kraju nad Wisłą media wszystkich plemion grzeszne są, nawet te 'najbliżej’ Nieba (tv Trwam). Chwalebnego przykładu bezstronności brak u plemiennych nadawców, więc spirale stronniczości nakręcane są bez trudu. Ciekłokrystaliczne pochodnie rzucają 4K cienie w milionach otynkowanych jaskiń Platona. Światłowodami szum infozmyły płynie. Szklana pogoda. Model propagandy Chomsky’ego – koloryzujące/wypaczające informacje filtry stronniczości, np.: filtr dotyczący własności mediów: „the large bureaucracies of the powerful subsidize the mass media, and gain special access [to the news], by their contribution to reducing the media’s costs of acquiring […] and producing news. The large entities that provide this subsidy become 'routine’ news sources and have privileged access to the gates.”

    W telewizjach partyjnych/gadzinowych mamy do czynienia z silnie upolitycznionymi, tendencyjnymi (nigdy sine ira et studio) blokami informacyjnymi, przy jednoczesnym zapchaniu reszty ramówki odpolitycznioną rozrywką. Jak zauważył Jacques Ellul: „propaganda dąży nie do przyciągnięcia ludzi, ale do osłabienia ich zainteresowania społeczeństwem. Zdumiewa ogromna liczba telewizyjnych teleturniejów, gier piłkarskich, gier komputerowych. Zachęcają do zabawy: 'dajcie się zabawić, zabawcie się, nie zajmujcie się polityką, nie warto się męczyć”.
    W publicznej telewizorni poziom smaku opuszczono do tego stopnia, że kucharze ci zaczęli serwować nawet diskopolo. Próby przeobrażania duszy narodu przez zmienianie na niższe, to zaiste wielce chwalebna misja telewizji publicznej…

    I jest, jak jest – jak było, a być znów nie powinno… Nice video, shame about the song. Główne programy informacyjne Partii wydają się być produkowane po to, aby członkowie Partii otrzymywali przekaz zgodny z linią Partii (efekt potwierdzenia, echo chamber, filter bubble); by utrzymywać ich w mobilizacji propartyjnej, wskazując wrogów wewnętrznych lub zewnętrznych (scapegoating) i w razie potrzeby hurrapatriotyzmem uruchamiać; a dzięki funkcji narkotyzującej – aby przykuć do siebie skłonnych do infoholizmu (w szczególności osoby powyżej ~70. roku życia) lub/i prostodusznie naiwnych; a dzięki funkcji narkozującej – by w razie potrzeby uśpić ich reakcje, znieczulić narkozą medialną. Oddani Partii, po takich notorycznych iniekcjach informacyjnych, są jeszcze bardziej oddani Partii (ululani) i skorzy do wirusowego roznoszenia treści/zamiaru partyjnego przekazu medialnego.

    Widzowie partyjnych programów informacyjnych mają wiedzieć, że Partia chce dla nich jak najlepiej; że są same plusy, a minusy to tylko u tamtych; że Partii – a więc i istnieniu Wszechświata – zagrażają wrogowie wewnętrzni i zewnętrzni, i dla dobra kraju należy bezgłośnie znosić nakładanie okowów i lawinową multiplikację ssawek mamony; że jest dobrze, a jeśli jest źle, to i tak u nas jest najlepiej pośród tego złego; że Ktoś, z zafrasowaną miną Naczelnika, czuwa nad krajem {głaszcząc czule czoło kota} itp…
    Zdaje się, że może być to mechanizm pokrewny z tym sfabularyzowanym przez Orwella w „Roku 1984”: „[…] że Partia nie pragnie władzy dla własnych celów, lecz dla dobra ogółu. Że sięgnęła po władzę tylko dlatego, iż większość ludzi to słabe, tchórzliwe jednostki, które nie potrafią radzić sobie z wolnością i z prawdą, a zatem muszą być rządzone i systematycznie oszukiwane przez innych, znacznie od nich silniejszych. Że należy wybierać między wolnością i szczęściem, a dla szerokich mas szczęście jest sprawą ważniejszą. Że Partia to odwieczny opiekun słabych, sekta z samozaparciem czyniąca zło dla dobra ogółu, poświęcająca własne szczęście dla korzyści innych.
    […] cały czas bombardując ludzi oficjalną propagandą, odcinano ich jednocześnie od innych źródeł informacji. Po raz pierwszy otworzyła się przed władzą nie tylko możliwość narzucenia obywatelom całkowitego posłuchu wobec państwa, lecz także pełnej jednomyślności poglądów na dosłownie każdy temat. […]
    W przeszłości grupy rządzące poszczególnych krajów wojowały ze sobą i zwycięzca zawsze łupił pokonanego, aczkolwiek świadomość wspólnoty interesów powstrzymywała go od nadmiernego szerzenia zniszczeń. W dzisiejszych czasach grupy te nie walczą ze sobą wcale. Teraz wojnę toczy rząd przeciwko obywatelom własnego państwa, a jej celem nie są korzyści terytorialne lub zapobieżenie grabieży, lecz zachowanie panującego ustroju w nie zmienionej formie. […]
    Jeśli ktoś pragnie rządzić, rządzić nieprzerwanie, musi umieć burzyć w poddanych poczucie rzeczywistości. Tajemnica sprawnych rządów polega na łączeniu wiary we własną nieomylność z umiejętnością wyciągania wniosków z wcześniej popełnianych błędów.
    […] trwałość Partii, a zwłaszcza Wewnętrznej Partii, opiera się na dwójmyśleniu. Lecz u samych podstaw jej sukcesu leży pierwotny motyw sięgnięcia po władzę, nigdy nie kwestionowany instynkt, z którego z czasem wzięło swój początek dwójmyślenie, Policja Myśli, ciągła wojna oraz inne elementy niezbędne do sprawnego funkcjonowania systemu. […]
    Władza oznacza rozrywanie umysłów na strzępy i składanie ich ponownie według obranego przez siebie modelu.”

    Ponad 100 lat temu amerykańscy dziennikarze zinstytucjonowanej prasy wiedzieli o tym, co zdaje się adekwatne w odniesieniu do dzisiejszych mediów zniewolonych sieciami zależności:
    „There is no such thing in America as an independent press. I am paid for keeping honest opinions out of the paper I am connected with. If I should allow honest opinions to be printed in one issue of my paper, before twenty-four hours my occupation, like Othello’s, would be gone. The business of a New York journalist is to distort the truth, to lie outright, to pervert, to vilify, to fawn at the foot of Mammon, and to sell his country and his race for his daily bread. We are the tools of vassals of the rich men behind the scenes. Our time, our talents, our lives, our possibilities, are all the property of other men. We are intellectual prostitutes.” [w:] Hamilton Holt, „Commercialism and Journalism”, Houghton Mifflin Company, Boston and New York 1909, s. 3–4.

    Sto lat minęło od Międzywojnia, a inwazyjne gatunki dysfunkcji mediopolitycznych swobodnie rozprzestrzeniają się w kraju Polan… Zbieżne się porobiły drogi telewizji w XXI wieku z drogami polskich gazet w latach 20. XX wieku. Czyli: język użyteczny tylko dla własnego poglądu politycznego, brak obiektywności; podział na dwie grupy partyjne; język historii, instrumentalne posługiwanie się frazeologią niepodległościową: naród, ojczyzna, wolność, honor, niepodległość; pogoń za doraźnym sukcesem politycznym i wydawniczym; założenie, że sumienna i rzetelna analiza nie zyska dużego grona odbiorców; przekonanie, że polityka tym bardziej skuteczna, im mniej moralna:
    „Dążenie do poszerzenia kręgów odbiorców spowodowało, że gazety, będące oficjalnymi organami partii i ugrupowań politycznych oraz mające opinię pism poważnych, porzuciły argumentację racjonalną na rzecz emocjonalnej, zaczęły przemawiać językiem agresywnym, często z odcieniem wulgarnym. Duża emocjonalność tekstów, intensywne lansowanie swojej opinii, a zarazem ostre atakowanie odmiennych poglądów wywoływały agresję u przeciwników politycznych, wpływały na zachowania ludzi, na stosunki międzyludzkie”. […]
    „Przemożna potęga prasy wzrasta z każdym dniem. Przeciętny tłum ulega jej, choć nie domyśla się znaczenia. Nie odczuwa jej przygniatającego wpływu, nie rozumie, że rozpętuje ona zło i dobro nad głowami jednostek i rodzin, otacza nieznane nazwiska glorią powodzenia, gasi niechęcią milczenia zasługę, a krzywdząc nawet, występuje równocześnie jako Temida, odmierzająca sprawiedliwość. Potęga to zarówno twórcza i destrukcyjna, […] tyran wszechwładny w zakresie polityki i administracji […] sączy powoli w duszę czytelnika poglądy i przesądy.” GW, 4 VII 1923.” [w:] Irena Kamińska-Szmaj, „Judzi, zohydza, ze czci odziera: Język propagandy politycznej w prasie 1919-1923”.

    Takie to, wyżej wspomniane, dysfunkcjonalne cechy lub zarysy cech partyjnych telewizorni wydają się tu coraz mocniej materializować… Obym się mylił. Jednakże, gdybym się nie mylił, to mam nadzieję, że ktoś – sam siebie lub kogoś – w czas puknie w czoło/a w zarządzalniach polskich telewizji dysfunkcyjnych, aż zaczną one robić prawdziwe dziennikarstwo, albo chociaż niech nie robią tego dotychczasowego dziennikarstwa politycznego aż tak natrętnym i niesmacznym. Bo w gruncie rzeczy – to sprawa smaku…
    ,

    A jakby tego strapienia było mało – dorzucam sporą garść samych cytatów, które mieszczą się w temacie lub orbitują wokół niego:

    „[…] Przeto najpierw wzrosła żądza władzy, potem pieniędzy: to były jak gdyby pożywki wszystkich nieszczęść. Albowiem chciwość podważyła zaufanie, uczciwość i wszystkie inne cnoty; zamiast ich nauczyła buty, okrucieństwa, nauczyła bogów lekceważyć i wszystkimi wartościami kupczyć; żądza zaszczytów zmusiła wielu ludzi do tego, że stali się fałszywi, że co innego mieli w sercu a co innego na języku, że przyjaźnie i nieprzyjaźnie dobierali sobie nie według potrzeby serca, lecz kierując się względami na korzyść doraźną i że więcej twarz mieli dobrą niż serce. Zrazu wzrastało to zło powoli, od czasu do czasu ponosiło karę; później skoro wskutek złego przykładu jak gdyby zaraza wtargnęła, społeczeństwo się przeobraziło, a władza z najsprawiedliwszej i najlepszej stała się okrutną i nie do zniesienia. […]
    Odkąd bogactwo zaczęło uchodzić za zaszczyty i odkąd za nim szła sława, władza i potęga, słabnąć zaczęła dzielność; ubóstwo zaczęło uchodzić za hańbę, bezinteresowność za umyślną złośliwość. Więc wskutek bogactwa ogarnęła młodzież chęć zbytku i chciwość wraz z pychą […] tak, jak gdyby dopiero wyrządzenie komuś krzywdy było oznaką posiadania władzy.
    […] sławy, zaszczytu i władzy dobry i zły na równi sobie życzą, lecz ten pierwszy kroczy drogą prawdy, ten drugi […] zdąża drogą podstępu i oszustw.”
    –Salustiusz, „Sprzysiężenie Katyliny”.

    „Tyrani okazywali hojność kwartą zboża, porcją wina, sestercem {pieniędzmi} i okropnie było słyszeć wówczas wiwaty: „Niech żyje król!”. Ci ociężalcy nie zauważali, że wracała do nich faktycznie część ich własnych dóbr i że nawet tej części, którą odzyskiwali, tyran nie mógłby im zwrócić, gdyby wcześniej ich jej nie pozbawił. […] Ciemny lud zawsze był taki: do rozkoszy, której nie może z dostojeństwem przyjąć, lubieżnie się garnie; od krzywdy i cierpienia, które może szlachetnie znosić, skrzętnie się odwraca. […]
    Sami tyrani uznawali za dziwne to, że ludzie tolerują złe traktowanie. Dlatego też, pragnąc usankcjonować swą niegodziwość, chętnie okrywali się płaszczem religii i zdobili insygniami boskości. […]
    Dzisiaj nie postępują wcale lepiej ci, którzy, zanim dopuszczą się najgorszych zbrodni, poprzedzają je pięknymi przemowami o dobru publicznym i o ulżeniu doli cierpiących. Znamy metodę, z której sprytnie robią użytek. Czy można jednak mówić o zręczności tam, gdzie mamy do czynienia z takim bezwstydem?”
    –Etien de La Boetie, „Rozprawa o dobrowolnej niewoli”.

    „’Okropne jest właśnie to, że mi ten człowiek mówi nieprawdę. Gdyby się tylko mylił sam, mógłbym z nim współczuć, a nie czułbym się pokrzywdzony. Teraz, kiedy on się sam nie myli, tylko mnie w błąd wprowadza, nienawidzę go i mam przed nim obawę’. Tak myśli naprawdę każdy, kto ma słuszną lub niesłuszną pretensję do prawdy z czyichś ust, a dojrzy, że go okłamują”.
    –Platon, „Państwo”, wyd. Helion, Gliwice 2018, s. 104, przypis 20.

    „W wojnie informacyjnej (wojnie nowej generacji) walka odbywa się w świadomości ludzi, a wykorzystywane narzędzia polegają na fałszywej, zniekształconej lub w inny sposób zmanipulowanej informacji. […]
    Manipulowanie percepcją odnosi się do operacji informacyjnych, które mają na celu rzutowanie na emocje, postrzeganie, a w konsekwencji na decyzje i bezpośrednie działania odbiorców. Zamiar ten jest osiągany poprzez wzbudzenie strachu czy pożądania lub podawanie fałszywych informacji, by oddziaływać na proces logicznego postrzegania rzeczywistości. Dąży się w ten sposób do wywarcia wpływu na cały naród lub wybraną grupę społeczną (w przypadku gdy zmierza się do zmiany polityki państwa) lub też na całą ludzkość (jeśli celem jest oddziaływanie na politykę międzynarodową)”.
    –D. Denning, „Wojna informacyjna i bezpieczeństwo informacji”.

    „Prasa codzienna? Ależ to jest gwałt codzienny! […] Zapominasz o wydawcach. Otrzymują oni pensję tylko za prowadzenie takiej polityki, jaka zgadza się z interesami kapitalistów. Polityka zaś ich polega na tym, aby nie drukować nic takiego, co zagraża panującemu ustrojowi. Funkcja jej polega na tym, aby popierać klasę istniejącą przez urabianie opinii publicznej, i prasa ta święcie spełnia swą służbę. […]
    Nawet ludzie wolnych profesji, artyści, stają się za dni naszych, pod każdym względem z wyjątkiem nazwy, najemnikami, niewolnikami pańszczyźnianymi, podobnie jak politycy stają się zaprzedanymi sługami. […] Krótko mówiąc, wszyscy profesorowie, księża, wydawcy itp. zarabiają na środki do życia, obsługując plutokrację, a służba ta ich polega na tym, że muszą propagować tylko idee nieszkodliwe albo pożądane dla plutokracji. Jeśli propagują ideę zagrażającą jej, to tracą miejsca, i w takim razie, jeśli nie zabezpieczyli się na czarną godzinę, dostają się do szeregu proletariatu i albo giną, albo stają się agitatorami robotniczymi. Nie zapominajcie, że właśnie prasa, ambona kościelna i uniwersytet urabiają opinię publiczną, wpływają na sposób myślenia w narodzie”.
    –Jack London, „Żelazna Stopa”.

    „[…] It is a melancholy truth, that asuppression of the could not more the nation of press completely depriveits benefits, than is done its abandoned prostitution to by falsehood. Nothing can now be believed which is seen in a newspaper. Truth itself becomes suspicious by being into that polluted vehicle. The real extent of this state of misinformation is known only to those who are in situations to confront facts within their knowledge with the lies of the day. I really look with commiseration over the great body of my fellow-citizens, who, reading newspapers, live and die in the belief, that they have known something of what has been passing in the world in their time; whereas the accounts they have read in newspapers are just as true a history of any other period of the world as of the present, except that the real names of the day are affixed to their fables. General facts may indeed be collected from them, such as that Europe is now at war, that Bonaparte has been a successful warrior, that he has a great subjected a great portion of Europe to his will, etc., etc.; but no details can be relied on. I will add, that the man who never looks into a newspaper is better informed than he who reads them, inasmuch as he who knows nothing is nearer to truth than he whose mind is filled with falsehoods and errors. He who reads will still learn the great facts, and the details are all false.”
    –”Letters and Addresses of Thomas Jefferson”, red. William B. Parker, Jonas Viles, Wessels Company, New York 1907, s. 175-176.

    „A jeśli o prawdę chodzi – dodałem – to czy nie przyjmiemy, że tak samo dusza jest kaleką, jeżeli umyślnego fałszu nienawidzi i nie znosi go sama, i oburza się niepomiernie, gdy go u drugich spotyka, ale fałsz mimowolny przyjmuje łagodnie, i jeśli ją gdzieś przychwycić na niewiedzy, to nie gniewa się wcale, tylko spokojnie się w swej niewiedzy tarza jak świnia w błocie?”
    –Platon, „Państwo”, ks. VII, 535E.

    „[…] Jest i inszy nieprzyjaciel mądrości, co wy zowiecie popularitas: gdy kto sławę sobie i mniemanie u pospólstwa jednając, za ich nierozmyślnym i niepożytecznym rozumieniem idzie, więcej przyjaźni u ludzi, niźli prawdy szukając. Przetoż zakon naucza: „Nie naśladuj pospólstwa, abyś co złego czynił, ani w sądzie do wiela person nie przystawaj, prawdy odstępując”. Mądry jako przy swym mniemaniu, gdy mu co lepszego ukażą, nie stoi. Tak też za wielkością person i liczbą większą nie idzie, gdy prawdy nie widzi. Nie ma swej głowy, gdy czego nie wie abo nie rozumie, abo baczeniem swoim nie zasięga. Nie ma też cudzej głowy, gdy słuszności i sprawiedliwości nie upatruje; do dobrych i lepszych, nie do ludniejszych, przystaje. Przeto taką mądrość opisując ś. Jakub zowie ją bonis consentinenten, która do dobrego i do dobrych, nie do lekkich i niespokojnych, i złą rzecz prowadzących, choć ich jest więcej, przystaje”.
    –Piotr Skarga, „Kazania sejmowe”.

    „The simple truth is that you can get away with anything, in government. That covers almost all the evils of the time. Once in, nobody, apparently, can turn you out. The People, as ever (I spell it 'Sheeple’), will stand anything.”
    –W. R. Anderson, „Round About Radio”, London 1945.

    „[…] Jedynie pracownicy mediów mogą podać publicznie w wątpliwość spektakularnie rozpowszechniane niedorzeczności; czynią to jednak za pomocą grzecznych sprostowań lub wyrazów ubolewania, dawkując je zresztą nad wyraz oszczędnie, oprócz skrajnej ignorancji cechuje ich bowiem solidarność zawodowa i uczuciowa z powszechną władzą spektaklu i jego społeczeństwem. Dostosowywanie się do wymogów tej władzy, której majestatu nie wolno nigdy obrażać, poczytują za swój obowiązek i wywiązują się z niego nie tylko sumiennie, ale także ochoczo. Nie należy zapominać, że każdy z nich, zarówno z racji otrzymywanych wynagrodzeń, jak i ze względu na inne przywileje, ma nad sobą pana, a czasem kilku; ponadto żaden z tych pracowników nie może się czuć niezastąpiony.
    […] Jeśli włada się mechanizmem rządzącym jedyną weryfikacją społeczną cieszącą się pełnym i powszechnym uznaniem, można mówić, co się chce. Spektakularna argumentacja znajduje potwierdzenie na tej tylko podstawie, że krąży w koło: powracając, powtarzając się, ponawiając swoje twierdzenia na tym jedynym terenie, gdzie występuje jeszcze to, co można publicznie głosić i czemu można by dać wiarę; widzowie nie będą bowiem świadkami niczego innego.[…] Nie istnieje już gremium uczonych, których sądy cechowała niegdyś względna niezależność; zabrakło tych, powiedzmy, którzy czerpali dumę ze zdolności weryfikacji pozwalającej się zbliżyć do bezstronnej historii opartej na faktach, jak to dawniej określano, albo przynajmniej wierzyć, że jest ona warta zgłębienia. […]
    Spektakl ukazuje się jednocześnie jako samo społeczeństwo, jako część społeczeństwa i jako mechanizm jednoczenia. Jako część społeczeństwa skupia na sobie wszelkie spojrzenia i wszelką świadomość. Ze względu na swoje oddzielenie jest przestrzenią zwiedzionych spojrzeń i fałszywej świadomości. Zjednoczenie za pośrednictwem spektaklu nie jest zaś niczym innym jak oficjalnym językiem powszechnego oddzielenia.
    […] Zakłada się, że widzowie nie mają o niczym pojęcia i na nic nie zasługują. Ten, kto wiecznie wypatruje dalszego ciągu, nigdy nie przejdzie do czynów: tacy właśnie winni być widzowie. […]
    Kto bez trudu zdołał zrobić tak wiele, siłą rzeczy posunie się jeszcze dalej. Nie należy się łudzić, iż w kręgu rzeczywistej władzy mogliby się trwale utrzymać jak w swoistym skansenie ci, którzy nie przyswoją sobie wystarczająco szybko całej elastyczności nowych reguł gry, i nie zrozumieją jej swoistego, barbarzyńskiego majestatu.”
    –Guy Debord, „Społeczeństwo spektaklu oraz Rozważania o społeczeństwie spektaklu”.

    „[…] Szybko stajemy się prototypami ludzi, o których totalitarne potwory mogły tylko śnić. Do tej pory wszyscy dyktatorzy musieli ciężko pracować nad tłumieniem prawdy. My, poprzez nasze działania, mówimy, że nie jest to już konieczne, gdyż nabyliśmy duchowy mechanizm, który może zaprzeczać prawdzie dowolnej rangi. W bardzo fundamentalny sposób my, jako wolny naród, swobodnie zdecydowaliśmy, że chcemy żyć w świecie post-prawdy. […]
    Świat kilku absolutów moralnych ma przytulny, uniwersalny urok. To nie tylko usprawiedliwia przeciętność, ale sankcjonuje ją. Wszystkim, którzy lubią myśleć o sobie jako o etycznych członkach społeczeństwa, bez względu na to, jak postępują, można pocieszyć taką filozofią. Zapewnia ona łatwą samoocenę, szczególnie każdemu z nas i naszym wybranym urzędnikom publicznym, którzy uważają za polityczne samobójstwo surowe standardy moralne, i dlatego popełniają samobójstwo moralne, aby pozostać na stanowisku, a także reszcie z nas, którzy potrzebują elastycznego standardu do mierzenia naszej uczciwości. Wszyscy możemy szczęśliwie współistnieć w świecie kilku absolutów moralnych. […]
    Obecnie istnieje poczucie, że nie tyle radykalnie zmieniliśmy kurs, co poczucie, że się zgubiliśmy. Straciliśmy wiarę i kontakt z naszym narodowym mitem. Kierujemy się wyłącznie celowością. Nasze instytucje demokratyczne ulegają erozji i już nie wydają się nasze. […]
    W przypadku zagubienia najniebezpieczniejszą rzeczą, jaką można zrobić, jest ślepy marsz naprzód. […] Nasz wybór znajduje się między naszym mitem jako narodu a mirażem naszego statusu jako supermocarstwa wojskowego. Miraż ten jest bardzo kuszący. Stoi przed nami jak halucynacyjny hologram mieniący się światłami i fajerwerkami. Widzimy w nim wszystko, co chcemy zobaczyć, ale jest tam tunel, czekający na końcu tych świateł. Potwór o ludzkiej twarzy czeka na pochłonięcie nas i poinformowanie z kim kolaborujemy.”
    –Steve Tesich, „A Government Of Lies”, [w:] „The Nation”, January 6/13, 1992, s. 12-14.

    „Many scholars have noted that political ideology and governmental structure significantly affect political communication. In other words, democratic and authoritarian systems’ media are structured quite differently and have different purposes. In a democracy the media are seen as an independent watchdog – the fourth estate acting as a protection against unrestrained power. In the authoritarian system media are depicted as a mouthpiece to disseminate the leadership’s propaganda.”
    –Laura Roselle, „Media and the Politics of Failure. Great Powers, Communication Strategies, and Military Defeats”, Palgrave MacMillan, New York – Hampshire 2006, s. 2.

    „[…] in „Areopagitica”, published in 1644, John Milton argued against Parliamentary censorship of publications, upholding the benefits of diversity of opinions – even those ideas that prove to be wrong – as an essential part of civilized society. Milton advocated for education as the path to empowering individuals to engage in civil society — if one does not censor the incorrect communication of another, one has to gird oneself against its potential harms. This theme of media literacy as a bulwark against harm was enshrined in modern doctrine in 1938, when the Spens Report, published in the UK, characterized media as a “corrupting influence,” likening it to diseases such as polio that necessitated inoculation (Masterman, 2001).”
    –Monica Bulger, Patrick Davison, „The Promises, Challenges, and Futures of Media Literacy”, Data&Society Research Institute, February 2018, s. 8.

    „You can fool all the people some of the time and some of the people all the time, but you cannot fool all the people all the time.”
    –przypisywane Abrahamowi Lincolnowi

    „You can fool some of the people all the time, and those are the ones you want to concentrate on.”
    –przypisywane G.W. Bushowi

    „Mówili o Polsce, której gazda przynosi do chlewa jadło konstytucji, nie dlatego, żeby ją kochał, ale że ją chce utuczyć na Wielkanoc. Partia polska […] paktuje z kłamstwem świadomym i z ciemnotą nieświadomą. Teraz jest dopiero właściwy, bo od wnętrza rozbiór Polski.
    […] Nie obrażajmy jednak zbytnio Mangra: był to zwyczajny człowiek. Trochę więcej, czy trochę mniej podły – co to już znaczy? Jedna z tych bestii, które, jeśli mają kaczy dziób naiwności, to w tyle kryją jadowity szpon znęcania się nad wszystkim, co nie jest kaczodziobem. Jedno z tych zwierząt stadnych, które żyją z wzajemnego oszustwa: zawsze chciwe, choćby miało pałace, zawsze spekulujące na tym, że ktoś inny ma zasady wzniosłe i według nich postąpi, ono zaś ma frazesy – kto wie? może jeszcze wyżej podlicytowane, ale uważa za swój wyjątkowy rozum, żeby w życiowej tak zwanej walce – iść drogą geszeftu i żuiserstwa. […] Kiedy Chrystus nauczał: „Kochaj bliźniego, jak siebie” – kaczodziób oznajmi: kochaj więcej, niż siebie, bo myśląc, że on jest jedynym bliźnim, lęka się wszelkiego ograniczenia zakonu dobra w zastosowaniu do swego ja. Tak przemykając w masce religii i etyki, dążeń społecznych i narodowych lub choćby w imię postępu i socjalizmu – kaczodziób postara się wybić naprzód – jako prorok wilczoprosięcego stada. […] Taki Mangro dziś jest zwykłym wyjcem opinii publicznej, jutro będzie przewódcą partii, luminarzem stowarzyszeń i salonów, obejmie katedrę, meeting, kazalnicę lub dom gry.”
    –Tadeusz Miciński, „Nietota. Księga tajemna Tatr”, 1910 r.

    „Puszczać bzdurę jawną, licząc tylko na głupotę mas półinteligentnych, aby potem cieszyć się u nich powodzeniem, na to trzeba nie mieć szacunku dla samego siebie i dla swych odbiorców.”
    –Stanisław Ignacy Witkiewicz, „Jedyne wyjście”.

    „Politycy, zasięgajcie porad gastrologów: co obywatel może jeszcze strawić.
    Czasem kłamstwo tak przystaje do prawdy, że trudno żyć w tej szparze.
    Naród może mieć jedną duszę, jedno serce, jedną pierś, którą nadstawia, ale biada, gdy ma tylko jeden mózg.
    Niejeden łuk triumfalny noszony był później przez naród jako jarzmo.
    Czy produkowanie ludzi się opłaca? Kto wie, jaki procent będzie sprzedajny.
    Niektórzy ludzie pozbawieni są daru widzenia prawdy. Ale jakąż szczerością tchnie za to ich kłamstwo!
    Tam, gdzie wszyscy śpiewają na jedną nutę, słowa nie mają znaczenia.
    Z żadnego punktu widzenia nie wolno być ślepym.
    Niektórzy widzą prawym i lewym okiem dokładnie to samo. I myślą, że to obiektywizm.
    Ślepej wierze źle z oczu patrzy.
    Świat jest chyba stożkowaty. Największe jest dno.
    Czasem nasłany fagas rzeczywiście zaczyna wierzyć w swoje posłannictwo.
    Robienie z ludzi szmat? Jestem za inną produktywizacją człowieka.
    Pijani zwycięstwem popadają w nałóg.
    Łatwowiercy – cóż za groźna sekta!
    Tam, gdzie rządzi prawo okrutne, lud tęskni za bezprawiem.
    Sztuka być sprzedawczykiem, nie mając nic do sprzedania.
    Ślady wielu zbrodni prowadzą w przyszłość.
    Za taniochę ludek chętnie drogo płaci.
    Można być wirtuozem fałszywej gry.
    Kto daje satyrykom prawo ciskania gromów? Panujące bezprawie.
    Czasami satyra musi rekonstruować to, co zniszczył patos.
    Są chwile, gdy wolność dzwoni kluczami dozorców.
    Istnieją idealne parawany zasłaniające samie siebie.
    Spostrzegaj w czas, na czyj widok bies macha ogonem.
    I oswojone hieny żrą padlinę.
    Człowiek ma jeszcze tę wyższość nad maszyną, że umie się sam sprzedać.
    Uważajcie, nie tylko błąd w druku może zmienić „racjonalizm” w „nacjonalizm”.
    Po prostu wierzyć się nie chce, że kłamstwo istniało przed wynalezieniem druku.
    Wzmocnij szmatę pałką, a wielu powie, że to sztandar.
    Ogon piesków nie ostoi się zmiennym wiatrom. Merda.
    Chcesz zagłuszyć głos swego serca? Zdobądź poklask tłumów.
    Prawdziwy sztandar nie traci barw od wycierania sobie nim gęby.
    Fikcje są rzeczywistością, przecież płacimy za nie.
    Sprzedawał się obu stronom. „Dla równowagi ducha” – mówił.
    Widziałem marionetki, co zamiast sznurków miały kajdany.
    Nie daj dłoniom skurczyć się do zaciśniętych pięści.
    Gdy użyto cię jako instrumentu, nie czekaj na koniec pieśni.
    O epoce więcej mówią słowa, których się nie używa, niż te, których się używa.
    Pokazujcie język, zanim zaciśniecie zęby.
    Gdy kameleon przy władzy, zmienia barwę otoczenie.
    Gdyby niejeden wypuścił ster z ręki, mógłby się puknąć w czoło.”
    –Stanisław Jerzy Lec, „Myśli nieuczesane”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1972.

    „Ktoś pilnuje twych myśli i snów, co krok.
    Ktoś próbuje ulepić cię znów, jak wosk.
    Ktoś być może już dawno cię wziął na cel.
    Ktoś handluje twym życiem, czy chcesz, czy nie.[…]
    Tej wiedzy nie wyniesiesz z żadnych szkół,
    Tu trzeba dobrze patrzeć i mieć słuch.
    Gdzieś obok, dzień po dniu, cały czas,
    O twoją wciąż skórę idzie gra.”
    –Budka Suflera, „Nie taki znów wolny”.

    „[…] Telewizor kokietuje
    Delikatną presją.
    Na nic tutaj twoje zdanie,
    Gdzieś zgubiłeś je po drodze.
    Terroryści różnej maści
    Krążą jak insekty.
    Mental terror,
    Obecny w polityce, w prasie,
    W życiu obecny jest też.
    Chce mieć władzę.
    Chce mieć władzę.”
    –T.Love, „Mental terror”.

    „Wolność? Po co wam wolność? –
    Macie przecież telewizję! […]
    Wolność? Po co wam wolność? –
    Macie przecież tyle pieniędzy! […]
    I będziecie ich mieć coraz więcej…”
    –KULT, „Wolność”.

    „[…] Na razie rośnie sterta wróżb ponurych.
    Póki co, wszyscy co się za nią skryli,
    Szykują nowy plan Demokratury,
    Ręce podnosząc obłudnie do góry.
    Obym się mylił.”
    –Jacek Kaczmarski, „Obym się mylił”.

    .

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *